| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Tagi
NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE ZDJĘĆ I TEKSTÓW Z MOJEJ STRONY . TREŚCI I ZDJĘCIA PODLEGAJA OCHRONIE PRAWNEJ. (ustawa z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)!
niedziela, 07 czerwca 2015

Margo codziennie rzetelnie ćwiczy - gibkość, ćwiczenia ogólnorozwojowe, równowagę itp. Czasem w treningach uczestniczy Miś i marudzi trochę, a trochę się wygłupia. Margolcia wybrała nowego trenera - Kucyka Rainbow Dash i teraz są z Miśkiem współtrenerami. Margo przygotowała dla nich samodzielnie poradnik: "Jak być współtrenerem?" - oto jego treść:

"Czego nie robić?

Prawdziwy współtrener:

  • nie przeklina swojego ucznia od: głupków, słabeuszy, mięczaków itp.
  • nie chwali kogoś, kto robi źle
  • nie krytykuje tych co robią dobrze, a chwali ich raczej

Co robić?

Prawdziwy współtrener:

  • pomaga innym
  • motywuje do ciężkiej pracy,
  • nie wymusza niepotrzebnych ćwiczeń,
  • czasem może coś skomentować,
  • chwali dobrą pracę."
piątek, 16 stycznia 2015

"Mamo X mi powiedział, że Y mu powiedział, że Z powiedział, że A się we mnie zakochał" - mówi roześmiana Margolcia o pogaduszkach kolegów z klasy.

Hmm, a podobno to kobiety plotkują :-).

czwartek, 01 stycznia 2015

Od trzech lat Margolcia planowała wycieczkę na jarmark do Wrocławia. Tym razem wyjątkowo nieprzyjemne przeziębienie znów nas dopadło, ale na szczęście Margolcia zdążyła wydobrzeć na czas i wreszcie wybrała się na długo wyczekiwaną grudniową eskapadę do Wrocławia. Pogoda zapowiadała się paskudna, na dodatek mamie od rana dokuczał okropny ból głowy. Wbrew prognozom z dużej chmury spadł niewielki deszcz i zabawy oraz uciechy miała Margo pod dostatkiem.

Lodowe rzeźby, krasnale, karuzele i wiele innych atrakcji... Nie wiadomo gdzie spojrzeć, wszystko kusi :-).

Piękna choinka, iluminacje, śnieżynki - jak z Krainy Lodu

Wesołe krasnale, ochoczo pozowały z Margolcią

karuzela, karuzela, beczka śmiechu i wesela...

Margolcia łowi kaczki, chwila skupienia i raaaaaaadość. Kaczki złowione w okamgnieniu. Teraz można wybrać nagrodę,

Margolcia od pewnego czasu uwielbia czytać przygody Amelii - pół dziewczynki, pół syrenki i jej syreniej przyjaciółki Szoni. Jak tylko zobaczyła, że na stoisku są pluszowe syrenki, od razu wybrała Syrenkę z fioletowym ogonem. Wędkowanie sprawiło tyle frajdy, że trzeba było jeszcze złowić konika morskiego (żeby syrenka miała na czym jeździć po ocenie jak się zmęczy pływaniem ;-))

Oprócz syrenki dużą uwagę przykuwały tradycyjnie koty wszelakie - pluszowe, szklane, ceramiczne, a na cześć ukochanej cioci "Żaby" została jeszcze zakupiona cieplutka i zabawna czapka, która od razu powędrowała na głowę Margolci. 

Porządnie zmarznięci łyknęliśmy "grzańce" i trzeba było wracać do cioci odpocząć trochę :-). Jeszcze pamiątkowe zdjęcie z kolejnym roześmianym skrzatem.

A w niedzielę Margolcia z mamą i ciocią odwiedziły Humanitarium. Przywitała nas nowa ciekawa wystawa:

 

Margo wzięła udział w warsztatach i stworzyła musującą kostkę do kąpieli :-).

A później sprawdzała jak złudny jest ludzki wzrok. Oglądała, próbowała, cieszyła się, interesowała, trochę nauczyła...

23:38, blubery77
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2014

Dzisiaj pogoda pod "zdechłym Azorkiem" - pada deszcz i wieje okrutnie. Spędzamy niespieszną niedzielę w domu.

Margolcia ma twórczy dzień. Najpierw przeobraża się w Nelę - małą reporterkę. Znika w swoim pokoju i po wytężonych przygotowaniach zaprasza nas na wycieczkę do dżungli ;-). Zostajemy zaopatrzeni w czapki z daszkiem, żeby nas słońce nie paliło... Dostajemy też śpiwory na chłód i plecaki. "Nela" pokazuje nam zwierzęta żyjące w dżungi, robi zdjęcia, interesująco opowiada różne ciekawostki. Później ukryta za różowym wulkanem przebiera się w strój do nurkowania i przedstawia nam podwodny świat. Morskie żyjątka i skały ;-).

Po powrocie z wycieczki Margo postanawia zbudować domek ze starego tekturowego pudła po telewizorze. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem jej pomysłowości, widzenia przestrzennego, cierpliwości. Około 3 godzin rysuje, klei, składa. Domek ma dach, dwa okienka z szybkami z celofanu i drzwiczki. Margo planuje jeszcze pomalować domek i wykończyć go w środku. Nie mogąc wyjśc z podziwu chwalę jej pracę. Margolcia odpowiada na to z uśmiechem: to się nazywa archiTEKTURA! i zaczyna chichotać. Uwielbiam te nasze gry słowne. Tymczasem budowla małej Margo - konstruktor prezentuje się tak:

domek

poniedziałek, 01 grudnia 2014

W listopadzie Margolcia z koleżankami zdobyły 3 miejsce w międzyszkolnym konkursie wiedzy na temat Śląska - regionu, znajomości gwary, tradycyjnego ubioru, śląskiej kuchni. Dobrze się bawiły i sporo się nauczyły. Zostały nagrodzone dyplomami oraz uroczymi pluszowymi misiami. Margolcia swojemu nadała (a jakże by inaczej ;-p) imię KARLIK.

wtorek, 25 listopada 2014

Głównym celem wycieczki było przedstawienie disneyowskie na lodzie i na tą atrakcję Margo - wierna fanka Krainy Lodu czekała już od miesiąca. Przedstawienie okazało się przepiękne. Margolcia bawiła się setnie: cieszyła się, śpiewała, klaskała i machała do ulubionych bohaterów. 

-" widzisz mamusiu Arielka do mnie pomachała!", "Olaf, Olaf" , oczywiście piosenki z Roszpunki i Krainy Lodu musiały być odśpiewane. 

Przy okazji naszego weekendu w Krakowie, Margo odwiedziła również ciocię, wujka i rozkoszną kuzyneczkę. 

W sobotę wybraliśmy się na popołudniowy spacer idąc tradycyjnie na Wawel - tu weszliśmy do Katedry oraz odwiedziliśmy kryptę gdzie Margo mogła zobaczyć grób i salę pamięci Józefa Piłsudskiego, o którym uczyła się niedawno w szkole.

A poza tym oczywiście trzeba było zahaczyć o smoka, pochrupać obwarzanki, odwiedzić Dżoka, przespacerować się na Rynek, podziwiać ze znów niekłamanym zachwytem żywe rzeźby, przejść się po Sukiennicach i zakupić jakiś drobiazg :-).

Margo przymierza swoją "łapkę" do odcisku w Alei Gwiazd :-). 

 Kochany Dżok...

 Było zimno, ale na szczęście nie padało, więc spacerowało się przyjemnie.

 Monetki wrzucone... i rzeźba ożyła :-)

A w niedzielę po lodowym przedstawieniu niestety się rozpadało, więc tylko skacząc pomiędzy kroplami na specjalne życzenie Margolci odwiedziliśmy muffin cafe. Czekoladowa obsesja, była tak obsesyjnie czekoladowa ;-P, że Margo nie dała rady zjeść całej babeczki. 

W muffin cafe spędziliśmy klika miłych chwil rozmawiając o koncertowych wrażeniach, a potem do samochodu i jazda do domu, by zdążyć jeszcze zagłosować w wyborach samorządowych.

środa, 12 listopada 2014

Listopad rozpieszcza nas słońcem i wysoką jak na tę porę roku temperaturą. Już dawno planowaliśmy kolejną wycieczkę do południowych sąsiadów. Tym razem wybraliśmy się do Nowego Jicina i Sztramberku. Było cudownie!

Zaczęliśmy od Novego Jicina. Piękne słońce, pyszna czeska kachna i knedliczki, novojicziński rynek jak z obrazka i genialne muzeum kapeluszy, które dostarczyło nam wiele frajdy.

Poczuliśmy się przez chwilę jak na planie programu "How it's made". Fantastyczna, interaktywna wystawa pokazująca historię firmy i krok po kroku produkcję kapeluszy.

Od króliczej skórki do wymyślnego nakrycia głowy....

Margolcia była bardzo zainteresowana poszczególnymi etapami wytwarzania kapelusza, a najlepsza zabawa jeszcze na nas czekała.

Tu kapelutek jeszcze nie uformowany, ale radość przednia...

Kiedy poznaliśmy tajniki tworzenia kapeluszy czas na przymiarkę. Obszerna sala z półkami i lustrami, a dookoła setki nakryć głowy - kapeluszy, kaszkietów, beretów, toczków i finezyjnych ozdób. 

Mała dama :-)

coś na mrozy...

.

kapelusze, kapelusze....

Rodzinka szalonych Kapeluszników :-))))

I przed współczesnym sklepem z kapeluszami. Niestety Pani ekspedientce zepsuła się kasa i podczas naszej wizyty w sklepie nerwowo wydzwaniała do serwisu, więc żadnego nakrycia głowy nie zakupiliśmy. Margolcia jedynie jeszcze w muzeum kupiła kapelusik do samodzielnego zdobienia dla swojej lali.

Novy Jicin może się pochwalić niezwykle dużą ilością zabytków, które tworzą Miejski Rezerwat Zabytków powstały w 1967 roku. Nas urzekł rynek, który podobno nie ma sobie równych w Czechach. Znajdują się tu cenne kamieniczki z podcieniami na wszystkich pierzejach rynku. Spośród wielu wspaniałych budynków godną uwagi jest wyróżniająca się, renesansowa kamienica z dwupiętrowymi loggiami, znana pod nazwą Stara Poczta. Bezsprzecznie najbardziej pokaźnym budynkiem na rynku jest ratusz, ozdobiony wieżą zegarową i galerią.

Na rynku nowojicińskim w sposób godny uwagi łączy się również styl innych wieków: style klasycyzm, empiryzm i nowohistoryczny np: przepiękny rokokowy front apteki Pod Białym Aniołem pochodzi dopiero z 1913 roku. 

Na środku rynku stoi słup morowy pochodzący z początku XVIII wieku i kamienna fontanna z rzeźbą tańczącej pary w strojach ludowych. Na płycie rynku znajduje się także rzeźba i fontanna św. Mikołaja. 

.

Później udaliśmy się do muzeum gdzie dowiedzieliśmy się trochę o historii miasta i obejrzeliśmy kolejną, obszerną wystawę kapeluszy.

Korzystając z pięknej pogody przeszliśmy jeszcze spacerkiem do parku Smetany podziwiając odrestaurowane kamienice.

Czas pędził, więc chcąc jeszcze spędzić kilka chwil w Sztramberku wskoczyliśmy w samochód. Po kilkunastu minutach jazdy naszym oczom ukazało się położone na zboczu góry niezwykle malownicze miasteczko, które przy zapadającym zmroku nabierało dodatkowego uroku i tajemniczości.

Ze względu na swój urok bywa nazywane Betlejem Morawskim.
Nad miastem i szeroką okolicą dominują ruiny zamku Strallenberg z okrągłą wieżą zwaną Trúba (Rura). Niepowtarzalnym unikatem architektonicznym jest zespół urbanistyczny chałup drewnianych z XVIII i XIX wieku, z których przeważająca większość stanowi zabytkowy zespół miejski. Dumą Sztramberka są wyroby cukiernicze. Najsłynniejsze z nich, piernikowe "uszy sztramberskie", są wypiekane od wielu stuleci na pamiątkę legendarnego zwycięstwa chrześcijan sztramberskich nad najezdnikami mongolskimi dnia 8 maja 1241, w wigilię Wniebowstąpienia. Margolci stramberskie uśy bardzo zasmakowały :-)

Pomimo tego, że w Sztramberku spędziliśmy tylko kilka godzin, to były one magiczne, relaksujące i bardzo przyjemne. 

Wdrapaliśmy się po kamiennych schodach do podnóża zamku. Panorama wieczornego miasta i okolic niezapomniane. Na szczycie gdzie dość potężnie wiało spotkaliśmy białego kotka, który ku uciesze Margo powędrował z nami w dół, aż do miasteczka. 

Mijaliśmy kilka osób wchodzących do góry, ale kotek szedł dzielnie z nami, a gdy zwalnialiśmy czekał, odwracał główkę i sprawdzał czy nadal idziemy ;-). Największą radością dla Margolci było to, że kotek "czekał" na nas pod restauracją do której poszliśmy zjeść pyszne regionalne specjały.

Wniosek jeden: musimy przyjechać tu na dłużej, bo cała nasza trójka była zachwycona Sztramberkiem. Margo już się szykuje by schrupać sztramberskie uśi, a rodzice chętnie popróbują piwa z miejskiego browaru....

Obiecałam sobie kiedyś robić jeden wpis tygodniowo, ale poległam. Tyle wycieczek zaległych czeka w szufladzie, że niedługo zacznę się gubić :P. Tymczasem wypiszę sobie co koniecznie, ale KONIECZNIE muszę dodać : Okuninka, Pszczyna, Łódź, Dolina Chochołowska, Rabka, Nikiszowiec, Rybnik, Katowice (fotoplastykon, wystawa dawnych zabawek), Chorzów - Elka, znów rosarium, RPA wersja z Babcią i Dziadziusiem.

czwartek, 30 października 2014

Nasze Słonko obchodziło wczoraj ósme urodziny. Nie wiem kiedy znów mignął rok. Tyle się zdarzyło, tyle się nauczyła, podrosła, i nadal jest najwspanialszym promykiem, iskierką, radością. Kochamy Cię Córeczko! Wszystkiego najlepszego!

********

Klasa Margolci była na wycieczce w Chlebowej Chacie. Margo, która nie jeden skansen już widziała zrezygnowała z wycieczki, by nie stracić ulubionej lekcji angielskiego. Jedyne nad czym się zastanawiała rozważając wyjazd to wyrób pieczywa. Rozmawiamy na ten temat i Margo mówi: bo wiesz Pani mówiła, że będziemy robić jakiś taki rodzaj chleba - ogienki... - może podpłomyki ? - podpowiadam.... i obie zaczynamy chichotać. 

poniedziałek, 01 września 2014

Naszą wycieczkę do Swarzewa rozpoczęliśmy od wizyty na wystawie "Morze Klocków". Przy wjeździe do muzeum powitał nas prawie 5 metrowy klockowy ludzik - gigant. A na wystawie kilkaset konstrukcji zbudowanych przez lego - maniaków ze stowarzyszenia zbudujmy.to.

Mieliśmy przyjemność oglądać kilkumetrowy lunapark z kręcącymi się karuzelami, miasteczko westernowe, czy makietę kolejową z jeżdżącymi po niej pociągami. Jako, że jesteśmy nad morzem, a tytuł wystawy brzmi:"morze klocków" nie zapomniano również o akcentach morskich takich jak m.in. terminal kontenerowy, model ORP Błyskawica czy ORP Burza.

Doceniliśmy setki godzin pracy i dziesiątki tysięcy klocków. Imponujące budowle!

Po podziwianiu przyszedł czas na zbudowanie małego "co nieco". I co jeszcze lepsze, można było swoje dzieło sztuki zakupić i zabrać na pamiątkę miłych chwil.

Margo stworzyła żabkę polującą na muchę ;-).

A po zwiedzeniu wystawy czas na trochę ruchu... tuż przy muzeum placyk zabaw - statek :-) Ahoj Kapitanciu!

Później spacerkiem przeszliśmy do sanktuarium Matki Bożej Królowej Polskiego Morza. Bardzo ciekawa jest historia figurki Madonny Swarzewskiej. 

Najstarsza legenda mówi o tonącym podczas szalejącego sztormu żaglowcu, którego załoga modliła się o ocalenie przed okrętową figurką Matki Bożej z Dzieciątkiem. Prośby żeglarzy zostały wysłuchane. Wkrótce znaleźli się na lądzie, a z morza, resztkami sił wydobyli figurkę Tej, której zawdzięczali życie. Statuetkę Wybawicielki ustawili - na pamiątkę miejsca ocalenia - w pobliżu wiejskiej studzienki. Tam ją zobaczyła miejscowa ludność Swarzewa. Tyle głosi legenda, utrwalona przez prof. dr hab. Uniwersytetu Gdańskiego Jerzego Sampa.
Z zapisków opatów cysterskich w Oliwie wiemy, że kaszubscy rybacy wystawili nad studzienką kapliczkę i czcili w niej Madonnę aż do chwili, kiedy w połowie XV wieku postanowili przenieść figurkę do Kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Helu. W Swarzewie bowiem kościół w owych czasach jeszcze nie istniał.
Pierwszy kościół w Swarzewie zbudowano najprawdopodobniej w drugiej połowie XV wieku. Tę pierwszą swarzewską świątynię wznieśli żeglarze. W 1525 roku, parafia helska przeszła w luterańskie ręce, na mocy darowizny króla Zygmunta I, nadanej gdańszczanom. Mierzeję Helską podzielono na Putziger Heisternest i Danziger Heisternest, co m.in. wyraźnie ukazują późniejsze mapy. Zdominowana przez protestantów ludność helska z czasem usuwała w cień kult Maryi. Ostatecznie, ok. 1580 roku, wystawiono Madonnę z helskiego kościoła. Nie zachowały się niestety żadne źródła pisane, z których można byłoby wyczytać, w jaki sposób figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem wróciła do Swarzewa.
Legenda mówi, że protestanci helscy wrzucili statuetkę do morza. I oto, ta lekka rzeźba z lipowego drewna, niesiona sprzy­jającymi wiatrami, przypłynęła na powrót do Swarzewa. Zadomowiła się tu w ówczesnym drewnianym kościółku, o którym wiemy, że już istniał, z dokumentu datowanego w 1487 roku, kiedy to magistrat Helu zwracał się do władz Gdańska, by mógł utrzymać w posiadaniu swarzewski kościół. Figurkę usytuowano tam w niszy, obok bocznego ołtarza św. Barbary.

Teraz pora na odnalezienie zabytkowej chaty kaszubskiej...

Nie byliśmy pewni czy to o tą chatę chodziło w informatorze, więc pospacerowaliśmy jeszcze trochę po okolicy i trafiliśmy do Kapliczki. Pierwsza kapliczka nad studzienką - miejsce, jak mówi legenda, cudownego odnalezienia figurki Matki Boskiej z Dzieciątkiem - zapewne była drewniana. Ks. Fankidejski, wizytator kościoła swarzewskiego w latach osiemdziesiątych XIX wieku zostawił taki oto lapidarny opis kapliczki: „okrągła, cała murowana, kryta gontem, bardzo mała". Obecną kapliczkę zbudowano w 1775 roku, a odrestaurowano ją w latach 1997-1998. 

I jeszcze kilka chwil nad zatoką - obserwowanie kitesurferów i podziwianie widoków.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10